Blog

Do Ciebie, córeczko

Najdroższa…

Już ponad trzy miesiące upiększasz świat swoją obecnością. Piszę te słowa, wyrwane nieubłaganemu czasowi, o pięknym, jesiennym poranku.
Wiesz… odkąd lwia część smutku zdołała kiedyś stopnieć w mojej duszy – lubię poranki. Lubię to delikatne, pastelowe światło rozpromieniające ciemności i nabierające siły. Teraz mam jeszcze jeden powód żeby wstawać rano – Ciebie.
Wciąż nie mogę się nadziwić, że jesteś. Niby jesteś ze mnie, ale jest w Tobie więcej niż we mnie życia, radości, uporu, siły… Każdego dnia obserwuję jak dzielnie zmagasz się ze swoimi malutkimi problemami, które stanowią dla Ciebie teraz cały świat. Codziennie pokonujesz kamienie milowe, a wszystko po to, żeby jeszcze więcej i mocniej łaknąć świata wokół. Widzę to i chciałabym każdemu dorosłemu powiedzieć, że właśnie tak należy żyć. Budzić się i pragnąć istnieć bardziej i bardziej! Bo to pragnienie nadaje oczom tego cudownego blasku, który właśnie emanuje z Twoich oczek.

Chciałabym Ci podziękować. Dziękuję Ci, że uczysz mnie kochać.
Dziękuję Ci, że przypominasz mi, aby cieszyć się drobiazgami.
Dziękuję Ci, że wystawiasz moją cierpliwość na próbę.
Dziękuję Ci, że dzięki Tobie poznaję siebie lepiej.

To nieprawda, jak niektórzy twierdzą, że sama miłość nie wystarczy. Nigdy w to nie wierz. Wystarczy. Tylko dzięki niej mam odwagę Ci towarzyszyć. Tylko dzięki niej mam siłę na bezsenne noce i szare dni. Bez niej już dawno bym się poddała. Mam nadzieję, że będziesz dumna ze mnie i z Taty; że nigdy nie staniemy się powodem Twojego bólu, a ja nigdy nie stanę się matką, która Ci powie między słowami: „Zwróć mi, co ci poświęciłam. Należy mi się.” O nie. Niech prędzej umrę niż by to się miało zdarzyć.

Spotykałam matki narzekające na swoje dorosłe już dzieci… że ich nie odwiedzają, że nie odzywają się, że studiują nie to, co trzeba, że mężów/żony mają nie takich i generalnie nie są takie, jak one by chciały, żeby były. To one zawsze radzą, że takich jak Ty teraz nie należy za bardzo przytulać, lulać, nosić, bo się przyzwyczaisz i będziesz ciągle chciała. Nie potrafię tego zrozumieć. Od początku widziałam Twoje maleńkie rączki rozpaczliwie pragnące się w coś wtulić; nóżki bezładnie machające w tę i z powrotem… całą Ciebie, która nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale czującą jedno: że jesteś częścią kogoś, czegoś więcej… Jak mogłabym Ci to odebrać? Jak mogłabym stać się przyczyną Twojej dziecięcej samotności? Ja, matka… Nie jesteś tylko dla mnie. Jesteś także dla świata, dla kogoś innego także, komu zaufasz. Oczami wyobraźni widzę Cię za kilka lat, gdy coraz częściej będziesz wypuszczać moją rękę, aby samodzielnie pokonywać własną ścieżkę. Gdzież wtedy podzieje się to „przyzwyczajenie”, te usteczka szukające mojej piersi, te rączki wtulone w moje ubranie?
Modlę się, aby owo przyzwyczajenie pozostało jak dobry anioł stróż na Twojej drodze, zwłaszcza gdy mnie już nie będzie. Żebyś zawsze w razie potrzeby usłyszała ten szept, który słyszysz teraz, ilekroć budzisz się z płaczem z powodu nikomu jeszcze nieznanych swoich smuteczków: „Jest mama. Jest.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *