Blog

Wola

„Czcij twego ojca i twoją matkę,
jak ci nakazał Jahwe, twój Bóg,
by długo trwały dni twojego życia
i aby ci się dobrze powodziło
na ziemi, którą daje ci Jahwe, twój Bóg”
(Pwt 5,16)

Zimowy poranek. Z głębokiego snu wyrywa mnie jęk dochodzący z sąsiedniego pokoju. Córeczka obudziła się dziś wyjątkowo wcześniej i trzeba się nią zająć. Znowu.
Tak, od prawie pół roku, dzień za dniem mija właściwie tak samo. Teraz jest w sumie cudownie, bo malutka przesypia noce, bardziej świadomie uczestniczy w dniu codziennym, jest radosna, uśmiechnięta, spokojniejsza. To nie to samo co było na początku. A jak było na początku, chyba każda mama wie. Często jedyne chwile, przy których można było odetchnąć i zebrać myśli to te spędzone w toalecie…
I właśnie dziś rano w tej toalecie zdałam sobie sprawę, że od pół roku robię wiele rzeczy, o których nawet nie pomyślałabym kiedyś aby robić. Moje życie przed narodzinami dziecka było ustabilizowane i spokojne. Robiłam co chciałam i nie musiałam brać pod uwagę jeszcze jednej osoby.
I tak siedząc, i rozmyślając o tym, zadałam słuszne pytanie: „jak ja to zrobiłam?” Nie dość bowiem, że zrobiłam, to jeszcze pomimo wszystko mam dalej siłę, radość, zapał. Teoretycznie bowiem po tak wywróconym schemacie życia nie powinnam się zbyt dobrze odnajdować w rzeczywistości. Tymczasem bardzo szybko „ogarnęłam się” i żyję dalej. Jedna z odpowiedzi ” to oczywiście przez miłość”. No tak, oczywiste. Z miłości robimy wiele rzeczy (nie zawsze dobrych), ale czasem ta motywacja nie jest wystarczająca. Nie jest, dlatego że jako ludzie potrafimy wymyślić tuzin różnych wymówek, które można sprowadzić do argumentu „przecież się nie zawali” i skutecznie ominąć wysiłek, który musimy podjąć. Takie kombinatorstwo, można rzec, ma się we krwi i stosuje już od najwcześniejszego dzieciństwa, aby oszukać rodziców, wymigać się lub ułatwić sobie życie. Mieć ciastko i zjeść ciastko…
Wówczas uświadomiłam sobie, że jest jeszcze jedna rzecz, dzięki której robię to, czego nie chcę i jakoś to znoszę. Otóż tą rzeczą jest POSŁUSZEŃSTWO. Zmarły niedawno sir Roger Scruton tak o tym pisał:

„A zatem nie rodzimy się wolni: wolność jest czymś nabytym. I nabywamy ją przez posłuszeństwo. Tylko dziecko, które nauczyło się szanować innych i ustępować innym, może szanować siebie.
Takie dziecko przyswoiło sobie reguły, zwyczaje i prawa, które tworzą granice wspólnego publicznego świata. Egoistyczne dzieci, które lekceważą te granice, również funkcjonują w publicznym świecie, ale nie rozumieją jego publicznego charakteru jako przestrzeni dzielonej z innymi ludźmi, których szacunek i sympatia są nagrodą za dobre zachowanie.
Nie są w tym świecie wolni, lecz frywolni, a przeszkody stawiane przez innych na ich drodze są dla nich źródłem wściekłości i wyobcowania.”

Posłuszeństwo oznacza ni mniej, ni więcej jak złamanie swojej woli. Ilekroć byłam posłuszna, tylekroć szkoliłam się i hartowałam w zaparciu się siebie. Taka szkoła okazuje się być bardzo ważna, dlatego, że często wybór dobra w naszym życiu (nie zawsze od razu widocznego) łączy się z mniejszym lub większym cierpieniem, dyskomfortem… Jeśli nauczymy się znosić malutkie niedogodności, tym łatwiej później będzie nam znosić cięższe.
Jeśli się tego nie nauczymy, może być tak, że najmniejsza porażka przyprawi nas o rozpacz, która może nabrać z czasem poważnych rozmiarów. Coraz gorzej i gorzej będziemy radzić sobie z różnymi rzeczami, a każde kolejne fiasko nakręci kolejne; stworzy się błędne koło poczucia bezsensu, niewiary w siebie, złość i żal w stosunku do innych, obwinianie. Więcej… trening posłuszeństwa prowadzi do wolności, dlatego, że jedyną, realną wolnością człowieka jest umiejętność oddania swojej woli w razie potrzeby. Wówczas zanika swoisty „punkt zaczepienia”, przez który inne rzeczy, nawyki, słabości, inni ludzie chcą być naszymi panami.

Uczciwie muszę więc przyznać, że wszystkie moje poważne bunty doprowadziły do skutków, które ciężko dzisiaj całkowicie wymazać, pewnych nie da się nigdy… Rzecz jasna nie zawsze wszystko było proste, ponieważ nasi rodzice nie zawsze mają rację. Są tylko ludźmi i często postępują wobec nas niesprawiedliwie. Czasem to właśnie my mamy rację, nie oni. Niemniej, w posłuszeństwie nie chodzi o rację i nie chodzi o sprawiedliwość. Mając teraz swoje dziecko zrozumiałam to pełniej. Cieszę się, że będę mogła kiedyś wyjaśnić mojej córce, dlaczego musi być mi posłuszna. Może to spowoduje, że nie będzie tak źle znosić starej matki, która nie zawsze będzie miała rację…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *